Sam maluję swoją smutną historię przecież jestem tylko przechodzeń czas w kosmosie nie zatrzymuję się ile leci leci.
I Tylko miłości brak a ja sunę ku zatraceniu w samotnej podroży alkoholowej choć i morze sam to kocham siebie bardzo naprawdę bardzo 3 x 6 razy dzienne sam ze sobą się kochając .
Oj i wczoraj tak smutno ale sam tworzę tą historię smutną nieraz jak i wiele ludzi ma
I w sumie
Tak jesteśmy w nowym Rzymie w XXI wieku .Może gorszym bo zakłamanym kurewstwie nowych czasów
Tak wygląda Ameryka właśnie leci mój kawałek
Arms wide open
I stand alone
I’m no hero and I’m not made of stone
Right or wrong
I can hardly tell
I’m on the wrong side of heaven and the righteous side of hell
The wrong side of heaven and the righteous side,
The righteous side of hell
I w sumie mało ludzi tu zagląda ale co z tego pójdę dalej sam
I tylko zaglądam do Militari i już dwa ciuchy kupione i chodzę po pracy po lesie
I skoda ze tylko tyle się zmieniło
Ale ze dodam ten tekst
MOJE KRZYWDY NIE SĄ ISTOTNE
bo Bóg kocha wszystkich, nawet tych którzy krzywdzili. Wybacza im i chce dla nich miłosierdzia! Trud i ciężar, które niosę nie są przyczynkiem do żadnej nagrody! Tak długo cierpiałem niosąc przeciwności, walcząc o lepsze jutro, że myślałem iż czeka mnie upragniona nagroda – jakaś ulga, spełnienie! Należało mi się! Przecież po coś to cierpienie było?!
Zaczytując się w księdze Jonasza, odkrywam że moją Niniwą od której uciekam jest Krzyż. Nie ma, żadnej nagrody za cierpienie z wczoraj. Jest więcej obowiązków, kolejne wyzwania dzisiaj. Kolejny dzień, gdzie trzeba wstać, iść i nosić swój krzyż nowych obowiązków. Jak na pielgrzymce, choć boli noga pełna ran to i tak trzeba iść dalej bo nikt za mnie nie pójdzie. Peleton idzie dalej nie oglądając się na nikogo. Życie ucieka jeśli się zatrzymam. Mój ból nikogo nie obchodzi. A w sumie dlaczego miałby???
Dałem się uwieść wizji Boga, który wszystko za mnie zrobi, ogranie moje życie. A mój Bóg chcę żebym szedł dalej POMIMO cierpienia z wczoraj. Szedł dalej i jeszcze poszedł do tych, którzy nacinali moją dusze obojętnością, wzgardą, plotkarstem, którzy wykorzystywali jak przedmiot. Pytają co u mnie? A ja co mam im powiedzieć? Mówię, że dobrze. Widzą gorliwą modlitwę, a ja trzymam desperacko różanianiec bo się boję! Inaczej walnę w mordę i znowu coś zbroje.
Najgorsze jest to, że pewnie się nawrócą i odkryją Bożą miłość. A moje cierpienie zostanie już tylko cierpieniem bez szans na pomszczenie, bez widoku ich upadku. Sobie pocierpiałem, bez sensu …
Dziś wstaje z gleby, ale nie z mojej winy. Upadłem bo mnie powaliliście – życzliwość przegrała z egoizmem. Wstaję, choć już mi się nie chcę. Jestem pełen goryczy i gniewu. Czy Bóg istnieje? Nie wiem, ale decyduje się WIERZYĆ choć już wiem, że to na jotę nie osłodzi mi życia, że nikt i nic nie wyrówna rachunków. Więc dlaczego decydujesz się wierzyć? Nie wiem. Po prostu CHCĘ wierzyć.
Wstaję. Idę naprawić to, co Ty!!!! zepsułeś w moim życiu! A Bógu oddaje cierpienie. Może On coś pożytecznego z tym zrobi bo ja nie potrafię nic z tym zrobić. Dla mnie ono jest bezsensu.
Ze strony Jakub Izrael Górski z FB